The Summit TimesTHE SUMMIT TIMES



 

Problemy w stosunkach polsko-zydowskich

Relacja z dyskusji panelowej na temat filmu Shtetl
(czesc II)
Dokonczenie z numeru 14-15/1996
 

Nastepnym z uczestnikow panelu byl dr Wojciech A. Wierzewski, ktory zaczal od przypomnienia, ze napisal juz wiele artykulow na temat filmu Shtetl I dlatego prosi zgromadzonych o to, by nie zezwolili mu na przeprowadzenie wylacznie krytycznej analizy sytuacji po projekcji filmu. Po tym zastrzezeniu, dr Wierzewski zacytowal fragmenty listu wieznia obozu oswiecimskiego nr 22213, Michaela Preislera: "Nie ma nic silniejszego od prawdy i rzetelnosci przy mowieniu o potwornej tragedii Holocaustu. Nie ma nic bardziej zaslugujacego na potepienie niz manipulacja i poprawianie historycznych faktow w celu przeforsowania wlasnej, specyficznej interpretacji historii." Przypadek filmu Shtetl -- kontynuowal dr Wierzewski -- jest tylko jednym z wielu, ktore staja sie powodem powaznego niepokoju wsrod Polonii, poniewaz nie tylko opinia o Polakach jest zagrozona.

Nie jestesmy jednak osamotnieni, stwierdzil dr Wierzewski. Sa po stronie zydowskiej madrzy ludzie, tacy jak dr Philip Gourevitch, wspolpracujacy z cennym zydowskim czasopismem "Commentary", ktory od wielu lat ostrzega, ze to co robia z Holocaustem niektorzy ludzie wsrod spolecznosci zydowskiej, ktoregos dnia zwroci sie przeciwko nim. Problem wynika z tego, a przytocze tutaj tylko jeden z tych przypadkow, jaki przed kilku laty wzbudzil moje oburzenie -- mowil dr Wierzewski -- iz ten sam sposob dzialania utrzymuje sie do dzisiaj.

Otoz w czasie powstania w Getcie w Warszawie jeden z historykow zydowskich, Emmanuel Ringelblum, napisal ksiazke "Stosunki polsko-zydowskie w okresie II wojny swiatowej". Ksiazka ta zostala opublikowana w wielu jezykach i uznawana jest dzisiaj jako jedno z podstawowych zrodel informacji na ten temat. Jednak jej kolejne wydanie, opublikowane przed kilku laty przez wydawnictwo NorthWestern Press w Chicago, zostalo opatrzone w dziwne -- choc chrakterystyczne -- poslowie dzisiejszego komentatora. Dowiadujemy sie z niego, ze choc tekst Ringelbluma jest dokumentem historycznym i prawda jest, iz jego autor zyl w okresie powstania w Getcie Warszawskim -- to jednak "zyl on w ukryciu i nie mial mozliwosci obserwowania prawdziwych stosunkow polsko-zydowskich". Komentator twierdzi, ze wie lepiej jak prawdziwe stosunki polsko-zydowskie wygladaly i roztacza apokliptyczny obraz chuliganskich pogromow przeciwko Zydom. Zdaniem autora tego komentarza juz od poczatku okupacji kraju Polacy "podali Niemcom reke" i okrutnie bili Zydow na ulicach. W kazdym oknie wystawowym byly wybite szyby. Zydzi byli wloczeni za rece i nogi do najblizszych posterunkow Gestapo przez mlodych polskich chuliganow. Ten sposob "prezentowania" sytuacji w tym okresie ciagnie sie w poslowiu do ksiazki niemal bez konca. Znaczy to, ze w niektorych kregach zapotrzebowanie na chora wyobraznie i literacka fikcje jest znacznie wieksze niz na prawdziwy dokument z tamtej epoki napisany przez naocznego swiadka, Emmanuela Ringelbluma.

I wlasnie tutaj znajdujemy powtarzajace sie metody dzialania. Mamy mlodych ludzi, ktorzy nigdy nie byli w Polsce, ktorzy nigdy nie byli swiadkami Holocaustu, ktorzy sa zbyt mlodzi, by moc cokolwiek powiedziec o tym okresie -- a jednak sa przeswiadczeni, ze wiedza o tym okresie wszystko. W dodatku maja oni dostep do zaklamanych publikacji, ksiazek, filmow i kaset video oraz wszystkiego innego, co jest potrzebne do wyrobienia w tych mlodych ludziach antypolskiego uprzedzenia. Zacytuje teraz -- kontynuowal dr Wierzewski -- wymienionego juz przeze mnie dr. Philipa Gourevitch, ktory powiedzial: "W zwrotnym momencie pokoleniowej zmiany warty powinnismy oczekiwac najwyzszej troski o odpowiedzialne prezentowanie tamtej przeszlosci. Tymczasem bezmyslnosc holdow jakie witaja na przyklad 'Liste Shindlera' zdaje sie sugerowac, ze widowiska spektakularne sa daleko bardzie atrakcyjne anizeli autentyzm ludzkich i historycznych doswiadczen. Ze fascynacja psychika zbrodniarzy, nazistow, bardziej przyciaga dzis uwage publicznosci -- anizeli cywilizacja ludzi, ktorzy stali sie ich ofiarami."

Postepowanie takie stalo sie juz praktycznie pewnym modelem dzialania, ktorego Shtetl byl tylko jednym z elementow, jednym z epizodow w dlugiej historii antypolskiej propagandy oraz antypolskich wystapien, jakie w doskonaly sposob opisal prof. Lukas na poczatku dzisiejszego spotkania. Chcialbym sie raczej skoncentrowac -- mowil dr Wierzewski -- na niektorych ostatnich wydarzeniach, ktore wskazuja i w przekonywujacy sposob dowodza, iz nasza reakcja na te zjawiska nie wynika z naszej nadmiernej wrazliwosci. Mamy tutaj do czynienia z bardzo niebezpiecznym procesem, nad ktorym powinni sie powaznie zastanowic nie tylko Amerykanie polskiego pochodzenia, lecz takze Amerykanie pochodzenia zydowskiego oraz cala spolecznosc amerykanska.

Jest to niezbedne tym bardziej, ze przed nami jest 50. rocznica tragicznych wydarzen w Radomiu, gdzie w 1946 roku zostalo zamordowanych 40 Zydow. Juz teraz ukazaly sie w prasie amerykanskiej publikacje, miedzy innymi w "Chicago Tribune", jednej z czolowych gazet w tym kraju. W tych artykulach znowu powtarza sie ten sam niedobry model dzialania: powtarzanie tych samych obiegowych sadow o Polakach, przy jednoczesnym braku jakiejkolwiek proby uwzglednienia wynikow najnowszych badan historycznych. Co wiecej, mamy do czynienia z wyolbrzymianiem oraz intensyfikowaniem istniejacych stereotypow.

Stanowi to dobra ilustracje mojej tezy, iz kazda nowa generacja dodaje cos nowego do zastanego stereotypu innych narodowosci. To co sie obecnie dzieje nie jest proba poszukiwania prawdy historycznej -- jest to po prostu kreowanie nowej mitologii. Wspomniany przeze mnie artykul w "Chicago Tribune" zaczyna sie od nastepujacego oswiadczenia: "Ostatnia dokonana w sredniowiecznym stylu masakra Zydow w Polsce zostala dokonana w Kielcach 4 lipca 1946 roku." Dalej autor tego artykulu -- mowil dr Wierzewski -- oznajmia, ze "Polska ma dluga historie atysemityzmu, jednak dopiero masakra w Kielcach utwierdzila wsrod Zydow opinie o Polakach, jako najgorszych antysemitach wsrod wszystkich narodow europejskich".

Nastepnie w artykule znajduje sie oswiadczenie, ze "kilka tysiecy Polakow wyszlo na ulice po to, aby mordowac oraz zachecic kolejne tysiace do mordowania Zydow". Przypomina mi to -- kontynuowal dr Wierzewski -- przytoczony przeze mnie juz wczesniej przypadek przedmowy do ksiazki Ringelbluma. Mloda osoba, ktora nigdy nie byla w Polsce, ktora nigdy nie czytala zadnych dokumentow dotyczacych tragedii w Kielcach -- chce zaprezentowac lepsza wiedze, a uzywajac swojej brudnej wyobrazni wykreowac mocniejsze wyobrazenie przebiegu wydarzen.

Gdzie sa przyczyny tego calego przedsiewziecia? Pozwole sobie zacytowac opinie na temat filmu Shtetl zaprezentowana przez Chrisa Hume w kanadyjskim pismie "Starweek" wydawanym w Toronto: "Miejscowi ludzie ciagle maja na sumieniu wiele rzeczy, ktorych powinni sie wstydzic. Jednak, fascynujace jest obserwowanie tych skrecajacych sie ze wstydu oraz irytacji, mlodych i starych Polakow, ktorzy woleliby raczej przerzucic wine na Niemcow -- i zeby tak na zawsze pozostalo." Mamy wiec do czynienia z widowiskiem zerujacym na niedobrych emocjach oraz ludzmi, ktorzy szukaja w antypolskich przedstawieniach wiecej przemocy oraz potwierdzenia swoich podejrzen oraz uprzedzen skierowanych przeciwko Polakom.

Nie ma w tym zadnego poszukiwania prawdy historycznej, nie ma proby okazania szacunku wobec ofiar wojny. Nie ma w takich filmach takze zadnych wartosci edukacyjnych, ktore moglyby byc wykorzystane w ksztaltowaniu pogladow i ksztalceniu mlodziezy. Mamy do czynienia wylacznie z bardzo brudnymi odczuciami, ktore sa nieustannie podsycane i wzmacniane przez media w Stanach.

Chcialbym zakonczyc swoje wystapienie -- powiedzial dr Wierzewski -- kilkoma uwagami na temat dyskusji srodowisk polonijnych, ktora odbylo sie 21 kwietnia 1996 roku w Chicago. Otoz spotkalismy sie wtedy, aby przedyskutowac ostatnie wydarzenia kulturalne i artystyczne. Drugie spotkanie bylo w calosci poswiecone filmowi Shtetl, a zapis calej dyskusji zostal opublikowany w broszurze "Dialog 96". Zaczelismy tamto spotkanie od zadania sobie pytania o to, co nakreca "spirale zlej pamieci" oraz dlaczego liczy sie zla pamiec, a nie dzialania podejmowane w duchu poszukiwania zrozumienia i porozumienia pomiedzy Polakami i Zydami. Mysle, ze wszyscy bioracy udzial w tym spotkaniu, byli gleboko przekonani, ze jedyna droga do rozwiazania tych problemow jest spotkanie sie obu stron w polowie drogi, istot myslacych, jako ludzi -- w celu wyjasnienia tragicznych wydarzen z przeszlosci oraz znalezienia mozliwosci wspolpracy i porozumienia po to, by nasza przyszlosc oraz przyszlosc naszych dzieci i wnukow stala sie lepsza.

Zastanawialem sie co mozna zrobic, by moc powstrzymac te lawine publikacji i filmow odwolujacych sie do brudnych emocji oraz jakie dzialania mozna podjac, aby wstrzymac produkcje i upowszechnianie tego rodzaju materialow podsycajacych nienawisc -- zamiast rozwijac poczucie zrozumienia i porozumienia miedzy naszymi spolecznosciami. Mysle, iz my wszyscy jestesmy wspolodpowiedzialni za brak w naszej polonijnej spolecznosci instytucji, ktora zajmowalaby sie nie tylko obrona naszej godnosci -- ale takze moglaby zaprezentowac nasza, prawdziwa historie Holocaustu.

Mowilismy juz dzisiaj miedzy innymi o stereotypach -- rozpoczal swoje wystapienie prof. Kulczycki -- i obawiam sie, iz podjety przeze mnie temat moze przyczynic sie do wypelnienia zapotrzebowania na jeden z takich ogolnych stereotypow. Otoz, gdy komus mowie, ze ucze historii, to na ogol moge uslyszec, iz dana osoba nienawidzi historii oraz uwaza ten przedmiot za nuzacy. Mowiac, iz moge przyczynic sie do utrwalenia jakiegos stereotypu chce dodac, iz nie zamierzam mowic na te same tematy, o ktorych mowili juz moi przedmowcy. Zamierzam sprobowac swego rodzaju profesorskiego podejscia do niektorych tematow. W tym celu musze jednak jakby zrobic krok do tylu i podjac probe zrozumienia o czym dzisiaj rozmawiamy. Jednym z problemow, nad ktorymi prowadze badania, a jednioczesnie jestem bardzo zainteresowany, jest kwestia tozsamosci narodowej oraz sposobow w jaki poczucie tozsamosci narodowej jest formowane przez wiele generacji lub nawet jedna generacje.

Mozna mowic o roznicach w rozumieniu pojecia tozsamosci narodowej, mozna tez mowic, chociaz jest to troche wstydliwe, o narodowym samozrozumieniu, czyli co dany narod rozumie przez poczucie swojej tozsamosci narodowej. Mysle -- kontynuowal prof. Kulczycki -- ze jednym z problemow w stosunkach polsko-zydowskich jest to, iz zarowno Polacy jak i Zydzi widza siebie jako ofiary historii. Podjecie tego zagadnienia jest bardzo wazne w zrozumieniu tego co sie dzieje. Inny istotny problem poruszyl juz prof. Lukas, mowiac o mlodej kobiecie z Izraela, ktora stwierdzila, iz jedna z przyczyn studiowania Holocaustu jest zrozumienie koniecznosci istnienia panstwa Izrael. Pragne bardzo mocno podkreslic to stwierdzenie, poniewaz jest ono podstawowym uzasadniedniem obsesji strony zydowskiej w stosunku do Holocaustu -- pragna oni usprawiedliwic istnienie panstwa Izrael, ktore powstalo wskutek tragedii Holocaustu, wkrotce po zakonczeniu wojny.

Wlasnie dlatego Holocaust stal sie podstawowym fundamentem, na ktorym opiera sie istnienie tego kraju. Dlatego nie powinno dziwic, ze w filmie Shtetl -- przytocze teraz cytat ze sceny z filmu z uczniami sredniej szkoly, w czasie ktorej Marzynski mowi: "Kiedy istnieje nawet jedna osoba, ktora zabila Zyda, to oni [uczniowie] pragna wiedziec o tym. Pragna glosno o tym mowic. Pragna to potepic. Jest to ich edukacja." Jest to ich edukacja -- jest to oczywiste. Celem procesu edukacyjnego w szkole publicznej jest przekonanie uczniow, powinni byc lojalni wobec swojego kraju. W jaki sposob mozna przekonac obywateli Izraela, ze powinni byc lojalni wobec panstwa Izrael? -- wlasnie poprzez przekonanie ich, ze caly swiat ich nienawidzi. Ze caly swiat jest przeciwko nim. I ze wlasnie dlatego konieczne jest istnienie panstwa izraelskiego. Zgodnie z tym zalozeniem, uczniowie sa nauczani, ze dlatego powinni zyc i umierac dla panstwa izraelskiego -- poniewaz cala reszta swiata zwrocila sie przeciwko nim. Dlatego to nieustanne podkreslanie, ze caly narod stal sie ofiara represji jest w moim przekonaniu -- stwierdzil prof. Kulczycki -- punktem wokol ktorego koncentruje sie poczucie tozsamosci narodowej Zydow. Zarowno Zydzi, ktorzy identyfikuja siebie z panstwem Izrael, jak i Zydzi mieszkajacy poza granicami Izraela, ktorzy uznaja swoja zydowska tozsamosc narodowa -- musza podkreslac, ze sa ofiarami represji.

Polacy takze widza siebie jako ofiary historii. Mowiac to, nie twierdze, ze jest to nieprawdziwe. Jednakze jest to w duzym stopniu takze i polska obsesja. Na przyklad, nasze pragnienie, aby polska wersja historii zostala przedstawiona swiatu. Nasza obawa, ze wklad i czyny Polakow w czasie II wojny swiatowej nie sa znane swiatu. Odczuwamy, ze jest to wazna czesc naszej historii, ktora nie przedostaje sie do swiadomosci ludzi na swiecie. Przyszlo mi teraz na mysl, ze widzimy takze siebie, jako ofiary amerykanskich srodkow masowego przekazu. Oczywiscie wiem -- mowil prof. Kulczycki -- ze wielu Polakow cierpialo i doswiadczylo tragedii w czasie II wojny swiatowej. Dlatego naturalne jest odczuwanie tego cierpienia, jako waznej czesci tozsamosci narodowej.

Tak wiec mamy dwie grupy, Polakow i Zydow. Obie widza siebie jako ofiary historii. Przejdzmy jednak do Shtetl. Krytykowalem ten film poniewaz jest w nim powiedziane bardzo niewiele o Polakach, ktorzy ratowali Zydow. Polakach, ktorzy narazali swoje zycie, aby niesc pomoc Zydom. Wytknalem tez Marzynskiemu, ze w scenach w jego filmie, ktore nakrecono w Yad Vashem -- a wiec miejscu gdzie honoruje sie ludzi, ktorzy ryzykowali swoje zycie, by niesc pomoc Zydom -- nie wymienia sie nazwisk tych Polakow z Branska, ktorzy pomagali Zydom, a kamera nie koncentruje sie na drzewkach poswieconych pamieci tych osob. Widac, ze Marzynski nie jest zainteresowany w opowiedzeniu historii Polakow ratujacych Zydow. Dlaczego tak sie dzieje? Otoz, jezeli Polacy ratuja Zydow, to nie mozna juz mowic, ze caly swiat nienawidzi Zydow. Jezeli znajduja sie Polacy gotowi poswiecic swoje zycie, aby uratowac Zydow -- to nie mozna juz mowic o tym, ze Zydzi sa ofiarami wszystkich narodowosci na swiecie.

Byc moze jest to pewien rodzaj profesorskiej teorii odleglej od realiow, jednak znalazlbym wiele argumentow przemawiajacych za moim stanowiskiem. Poniewaz wiekszosc Zydow ciagle podkresla, ze sa ofiarami -- dlatego trudno byloby im przyznac, ze nie wszyscy nienawidza Zydow. Ze nie wszyscy czynia z nich ofiary. Rozwijajac te teze mozna powiedziec, ze jezeli ktokolwiek widzi siebie jako ofiare represji, albo swoj narod jako ofiare historii -- to w takim przypadku jest bardzo ciezko przyznac sie do tego, ze bylismy takze i sprawcami tragedii. Stad moja sugestia, ze w tym lezy jedna z przyczyn, dla ktorych jest tak ciezko przyznac sie do tego, iz w przeszlosci byly przypadki polskiego antysemityzmu oraz ze antysemityzm rzeczywiscie zdarzal sie w przedwojennej Polsce. Wynika to stad, ze ofierze jest bardzo trudno sie przyznac, iz jej narod byl takze oprawca. Dlatego tez Zydzi nie chca mowic o swojej wspolpracy z Sowietami, na terenach zajetych przez Armie Sowiecka we wrzesniu 1939 roku.

Co w takiej sytuacji powinnismy zrobic? Sadze, iz musimy dokonac analizy zaistnialej sytuacji. Popieram propozycje dr. Wierzewskiego, ze powinnismy sie skoncentrowac na przekazywaniu naszej wlasnej historii -- a nie na probach obrony naszego stanowisku, w sytuacji gdy ktos inny nadaje ton dyskusji. Musimy zerwac z teoria, ze jestesmy ofiarami historii i po prostu przedstawiac historie narodu polskiego w calosci, a nie tylko w relacji do Holocaustu. W probach zrozumienia niektorych problemow w stosunkach polsko-zydowskich oraz ich przelamania powinnismy przyjrzec sie zagadnieniu poszukiwania tozsamosci narodowej w idei bycia ofiarami. Prawdopodobnie, pomoze to nam w znalezieniu drogi do przelamania istniejacych problemow.

Wydaje mi sie -- rozpoczal swoje wystapienie prof. Blejwas -- ze dla dzisiejszej dyskusji byloby korzystne, gdybym wystapil jako czlonek US Holocaust Memorial Council, co zapewniloby odmienny punkt widzenia w naszych wysilkach zrozumienia poruszanych w czasie dyskusji problemow. Muzeum zostalo powolane przez Kongres USA w 1980 roku. Jest istotne, aby zrozumiec, ze celem dzialania Muzeum jest przedstawienie Holocaustu zgodnie z tym co jest okreslone w oswiadczeniu o celach dzialania Muzeum, w ktorym znajduje sie stwierdzenie, ze Muzeum przedstawia wlasna definicje Holocaustu. Ta definicja jest tylko robocza definicja -- z czym nie kazdy musi sie zgodzic -- i okresla, ze Holocaust oznacza przesladowanie europejskich Zydow przez nazistow w okresie 1933-1945. W czasie dyskusji dotyczacych tego co ma byc pokazywane w trakcie ekspozycji dla publicznosci zdecydowano, iz definicja ta bedzie uzywana przy planowaniu kolejnych ekspozycji. Dyskutowano takze, czy inne grupy odpowiadaja kryteriom umozliwiajacym wlaczenie ich do ekspozycji. Dzialo sie to jeszcze w okresie, gdy nie bylem czlonkiem Rady i moja wiedza na ten temat pochodzi z dyskusji z innymi czlonkami Rady oraz ostatnio opublikowane ksiazki o Muzeum napisanej przez pierwszego jego dyrektora -- mowil prof. Blejwas. Jako date wybuchu drugiej wojny swiatowej Muzeum okreslilo 1939 rok, co ma duze znaczenie w sytuacji, gdy sowiecka definicja tej wojny podaje, iz rozpoczela sie dopiero w 1941 roku.

Ekspozycja o polskich ofiarach w czasie II wojny zaczyna sie wiec od 1939 roku, od przedstawienia ofiar wsrod nauczycieli szkol srednich, zbrodnii niemieckich w Bydgoszczy -- ludzi, ktorzy byli w sposob systematyczni mordowani. Oznacza to wiec, ze martyrologia Polakow jest przedstawiona w glownej ekspozycji Muzeum. Przedstawiono takze pomoc udzielana Zydom przez Polakow, jest takze specjalna ekspozycja poswiecona wylacznie podziemnej organizacji Zegota, w ktorej znajduje sie dziewiec lub dwanascie zdjec czlonkow Zegoty, wlaczajac w to zdjecie bylego min. spraw zagranicznych Polski, Wladyslawa Bartoszewskiego.

Znajduje sie takze w Muzeum "Mur Sprawiedliwych", na ktorym znajduja sie wszystkie nazwiska osob odznaczonych medalem ³Sprawiedliwy wsrod narodow swiata², do momentu utworzenia tego muru w Muzeum. Jezeli sie patrzy na te nazwiska staje sie oczywiste, ze najwieksza ich ilosc nalezy do Polakow. Mam jeszcze uwage dotyczaca wystapienia prof. Lukasa, ktory z wielka pasja wyglosil kilka prowokujacych i pobudzajacych do myslenia opinii. Powiedzial on takze zgodnie z prawda, iz jego ksiazki nie znajduja sie w wydrukowanym przez Muzeum katalogu. Jednak, za kazdym razem kiedy jestem w Muzeum to zagladam do tamtejszej ksiegarnii, w ktorej zawsze znajduja sie w sprzedazy ksiazki prof. Lukasa -- ostanio az trzy.

Zaraz po mianowaniu mnie czlonkiem Rady Muzeum odbylem kilka rozmow z dyrektorem Muzeum, ktory zaniepokojony kilkoma artykulami opublikowanymi w prasie polskiej, w ktorych zawarte byly krytyczne uwagi pod adresem Muzeum, poprosil mnie o wspolprace przy poprawie stosunkow Muzeum z Polonia w Stanach. Nastepstwem tego bylo zorganizowane przez kierownictwo Muzeum spotkanie z kilkoma przedstawicielami polonijnej spolecznosci w Stanach i w Kanadzie. W czasie tego spotkania zwiedzilismy wiekszosc ekspozycji w Muzeum oraz przekazywalismy kierownictwu Muzeum uwagi, ktore na biezaco notowalem. Potem mielismy dluga dyskusje, w czasie ktorej przedstawiono wiele zastrzezen dotyczacych sposobu pokazywania Polski w ekspozycjach muzealnych. Po tym spotkaniu napisalem notatke skierowana do kierownictwa Muzeum, w ktorej znalazla sie wiekszosc naszych zastrzezen. Byly to, na przyklad, uwagi na temat ekspozycji dotyczacej obozow koncentracyjnych w okupowanej przez Niemcow Polsce z podpisami mowiacymi o "obozach koncentracyjnych w Polsce"; mielismy tez uwagi do sposobu przedstawienia Powstania Warszawskiego, jak rowniez ekspozycji dotyczacej tragicznych wydarzen w Kielcach.

Zazadalismy miedzy innymi, aby w ksiegarnii znalazlo sie wiecej materialow dotyczacych Polski -- jednakze rzeczywiscie malo jest pozycji w jezyku angielskim, ktore mowilyby o polskim Holocauscie -- oraz uzupelnienia ekspozycji o materialy dotyczace organizacji "Zegota".

Kilka dni temu razem z dwoma innymi przedstawicielami Polonii spotkalismy sie z kierownictwem Muzeum i uzgodnilismy, ze Muzeum zorganizuje panel dyskusyjny o filmie Shtetl, w ktorym prawdopodobnie bedziemy uczestniczyli wspolnie z dr. Wierzewskim. Najwazniejsze jednak jest, ze moja notatka zostala przekazana jednemu z muzealnych historykow, ktorego zadaniem jest przeanalizowanie wszystkich uwag zawartych w tym szczegolowym osmiostronicowym dokumencie oraz sporzadzenie uwag dotyczacych naszych zastrzezen. Nastapi po tym spotkanie, w czasie ktorego zorientujemy sie, czy bedziemy mieli mozliwosc poczynienia stosownych do naszych zastrzezen zmian w ekspozycjach przedstawianych przez Muzeum.

Po kilku komentarzach dotyczacych wypowiedzi innych uczestnikow panelu, prof. Blejwas wspomnial ksiazke profesora Normana Daviesa "Boze igrzysko; Historia Polski". Otoz, w drugim tomie tej ksiazki, w rozdziale na temat stosunkow polsko-zydowskich, ktory przyczynil sie do nieotrzymania przez niego profesury na Uniwersytecie w Stanford, Davies napisal, ze bardzo trudno jest doprowadzic do ziemi obiecanej dwa wybrane narody na tej samej lodzi.

Jako ostatnia z panelistow wystapila Irena Tomaszewski z Kanady. Mowila ona miedzy innymi o tym, ze bardzo niefortunne jest istnienie klimatu sprzyjajacego takim filmom jak Shtetl i dlatego bedzie koncentrowac sie na przyczynach powstania takiej sytuacji. Przedstawila problemy na jakie sie natknela poszukujac zrodlowych publikacji na tematy polskie i stwierdzila, ze pozycje takie sa prawie niedostepne na rynkach w Stanach i w Kanadzie. Polacy nie sa aktywni w mediach, malo jest wykladowcow zajmujacych sie edukacja mlodego pokolenia. Nastepnie powiedziala, ze na ogol Polacy tylko reaguja na zaistniala sytuacje -- bo znow ukazal sie nowy film lub nowa ksiazka nieprzychylna Polakom. W celu zmiany tej sytuacji Polonia musi opracowac dlugoterminowy plan dzialania, w ktorym podjetych powinno zostac wiele istniejacych problemow.

W dyskusji, ktora rozwinela sie po wystapieniach panelistow poruszano wiele problemow zwiazanych z filmem Shtetl oraz roznego rodzaju trudnosci na jakie czesto napotykaja Polacy zyjacy w Stanach oraz Amerykanie polskiego pochodzenia.
 

Opracowal Andrzej M. Salski
____________________________________________________________________
Powyzszy material zawiera nieautoryzowane skroty wystapien uczestnikow panelu dyskusyjnego na temat stosunkow polsko-zydowskich po projekcji filmu Shtetl w USA.


TST, Vol. 5, No. 16-17/1997


The Summit Times


Salski@dnai.com


© Copyright 1996 by Andrzej M. Salski